Incredible Hulk – romantyczność zielonego potwora.

7193755.3Podchodziłem do tego filmu z ogromną rezerwą i dystansem, ciągle nie mogąc się zebrać do seansu. Samą postacią Hulka nie interesowałem się szczególnie, dodatkowo dzieło zebrało naprawdę sporo negatywnych opinii. Piszę to, gdyż pomimo, że obraz do końca udany nie jest, ma w sobie parę interesujących pomysłów i rozwiązań, które bardzo przypadły mi do gustu.

Dla niewtajemniczonych: jest to kolejna, druga już produkcja należąca do Marvel Cinematic Universe. Wydaje się być zarazem, pod względem budowy, bardzo podobna do Iron Mana (bo atmosfera i konwencja są raczej różne). Ponownie – dzieło spoczywa praktycznie wyłącznie na barkach swojego głównego bohatera, Bruce’a Bannera. Znajduje się on jednak w zupełnie odwrotnej sytuacji – jest zbiegiem, próbującym uniknąć złapania przez amerykańską armię. Swego czasu padł ofiarą prowadzonego przez siebie eksperymentu biologicznego, w efekcie którego, podczas bardziej stresujących sytuacji, zamienia się w wielkiego, kierującego się instynktem rozpierduchy zielonego potwora, krzyczącego ze wściekłością HULK SMASH! Zdarza się przecież każdemu, prawda?

(więcej…)

Reklamy

Elizjum, czyli „chcę mieszkać na stacji kosmicznej!”

elysiumNiewielu reżyserów zawojowało ostatnimi czasy kinem gatunkowym w równym stopniu co Neil Blomkamp. Jego debiut, Dystrykt 9, osiągnął wielki sukces, zarówno kasowy, jak i artystyczny. To, co moim zdaniem zadecydowało o sukcesie owego filmu, to była niezwykła stylistka oraz pasja, z jaką reżyser opowiada historię. Jej metaforyka oraz samo przesłanie nie jest bowiem czymś, czego wcześniej nie widzieliśmy, lecz zostało to na tyle oryginalnie zrealizowane, że dziś obraz osiągnął status praktycznie kultowego. Nazwisko twórcy stało się więc rozpoznawalne na całym świecie, a on sam miał zapewnione miejsce na przysłowiowym hollywoodzkim stołku.

(więcej…)

Filmowe Zaległości – luty 2015

Układ dzisiejszego wpisu różni się nieco od tego znanego z poprzednich moich tekstów z cyklu. Powód jest bardzo prosty – w tym miesiącu widziałem po prostu „łolabogą” (czyt. bardzo dużo) liczbę filmów, w tym wiele wartościowych, o których chciałbym napisać chociażby kilka zdań. Dlatego właśnie w pierwszej części tekstu znajdziecie standardowe już dla mojej małej antologii (hehe) akapitowe podsumowania seansów, w drugiej części natomiast umieszczę kilka obrazów, o których, z jakiegoś powodu, chciałbym napisać trochę mniej. Nie przedłużając – zaczynajmy!

(więcej…)

Jupiter: Intronizacja, czyli powtórka z Mrocznego Widma

Jupiter-Ascending-Movie-PosterMiałem dość konkretne oczekiwania odnośnie nowego filmu rodzeństwa Wachowskich. Przyciągnął mnie doń sam koncept, prezentowany zgrabnie przez trailer – w końcu ile mieliśmy ostatnio wielkich, epickich dzieł spod szyldu space-opery, budzących tę magiczną, dziecięcą ekscytację? Liczą się co najwyżej Strażnicy Galaktyki. Sukces filmu Gunna polegał jednak na dobrej reżyserskiej wizji i konkretnym pomyśle, sprawnym scenariuszu oraz wybornej realizacji. Wiecie, był to po prostu praktycznie kompletny film.

Jupitera nawet ciężko nazwać filmem. Jest to, co najwyżej, zlepek losowych sekwencji, ledwo powiązanych ze sobą fabularnie, każda kolejna dystansująca emocjonalnie od filmu. Nie wiem, co Wachowscy chcieli osiągnąć, gdyż obraz jest pełen scen z tak odległym od siebie tonem i sposobem aranżacji, że wychodzi z tego jakieś totalne kuriozum.

(więcej…)

Filmowe Zaległości – styczeń 2015

2MCRjv8k8vkPHnrZGXOYoGmcwTGFala Zbrodni (1985)

Scenariusz: Bracia Coen. Reżyseria: Sam Raimi. Jak widać wielkie czcionki na pudełku DVD na tyle dobrze uwydatniały ten niecodzienny co-operation specyficznych legend kina, że dostałem Falę Zbrodni w moje łapy. Co prawda pośrednio, bo film otrzymałem od przyjaciela – sam zwykle w koszach z tanimi filmami w Tesco nie grzebię (ale się poprawię!). Czy wspólne dzieło reżysera Martwego Zła i twórców Fargo (duet co najmniej intrygujący) ma w sobie tę kinową magię, która jest w stanie zmienić taki stan rzeczy? Szczerze, to nie – Crime Wave nie należy raczej do mojego kanonu kina. Wielu ludziom może przypaść jednak do gustu, bo czego tu nie ma! Szalona fabuła? Jest. Praktyczne efekty specjalne? Check. Świetny slapstick oraz niekończąca się mania czarnego humoru? Mhm. Wszystko to jest podrasowane sprawnym warsztatem reżyserskim Raimiego, który, na domiar odjechania, postanowił jeszcze zabawić się narracją i chronologią. Opowiada on bowiem historię z perspektywy niesprawiedliwie skazanego (jak sam twierdzi) człowieka, właśnie usadzanego na krześle elektrycznym. Dosłownie. Pomimo lekkiego znużenia, które dopadło mnie przy okazji dość męczącego, w pewnym momencie, infantylnego humoru (zamierzonego), to Crime Wave wypada mi polecić. Jak twierdziłem, obraz jest nie w moim typie, jednak końcowy pościg samochodowy rozłożył mnie na łopatki.

Ocena: 6-/10

(więcej…)

Babadook, reż. Jennifer Kent

Babadook-Poster-KeyArt

(Recenzja jest dogłębna, przez co mogą pojawić się rzeczy uznane za spoilery)

Poprzedni rok nie był dla widzów łaskawy, jeśli chodzi o filmowe dzieła grozy. Do polskich kin weszły może 3 gatunkowe obrazy, a każdy kolejny wydawał się być coraz mniej intrygujący. Tymi cechami charakteryzował się Annabelle, który pokrętnie czepiając się fabularnie Obecności (będącej, by the way, o niebo lepszym filmem), zwracał na siebie uwagę widzów. Za Diabelską Planszą Ouija bazował natomiast maksymalnie nieciekawy pomysł. Uwaga, otóż, grupa nastolatków zbiera się razem i splot idiotycznych wydarzeń sprawia, iż po kolei giną. Po zapoznaniu się z, bądź co bądź, dokładnie takim opisem fabuły mój wewnętrzny cynik krzyknął: really?! Toż to jeden z najstarszych i najbardziej zużytych schematów w historii kina grozy! Cóż, zastraszająco dużo ludzi ma chyba jednak odmienną od mojej, opinię, gdyż do kin powędrowało całkiem sporo osób, powodując, iż oba z wymienionych przeze mnie obrazów znalazły się na czas kilku tygodni na szczycie Box Office.

Inaczej było z tym filmem. Nie wiem, czy to ta niezwykle pozytywna reakcja krytyki (widowni już mieszana), czy przedziwny tytuł, ale Babadook wydawał się po stokroć bardziej intrygujący od każdego z zeszłorocznych straszaków. Poczekałem więc, by obejrzeć go na spokojnie w domowym zaciszu. Efekt? (więcej…)

Iron Man, reż. John Favreau

IronmanposterMarvel Cinematic Universe to niezwykłe przedsięwzięcie. Idea przeniesienia na ekrany kin świata, który jak dotąd miał możliwość istnienia tylko na kartach komiksów, wydawała się, swojego czasu, wręcz absurdalna. Dziś, w 2015 roku, możemy tylko obserwować gigantyczny sukces tej pionierskiej kampanii. Z perspektywy czasu widać, jakim ryzykiem cechowały się działania zarządu Marvel Studios. Bazowane na cross-overach, wspólnych elementach fabuły (i tak dalej) uniwersum potrzebowało przecież niezwykle solidnych, konsekwentnych historii, które posiadałyby sens w szerszym kontekście.

Abstrahując już od MCU, Iron Man sam w sobie był dość ryzykownym projektem. Filmy na podstawie postaci z komiksów Marvela nie odniosły nigdy żadnego sukcesu komercyjnego (pomijając już fakt o nieudolności tych obrazów). Nie dziwi jednak data premiery filmu – widać, że ostateczna decyzja o jego kręceniu zapadła po sukcesie Batman: Początek, który, w pewnym sensie, przywrócił komiksowe kino do łask. Jak już wszyscy wiemy – była to odpowiednia decyzja. Iron Man zebrał zarówno dobre recenzje, jak i zarobił kupę forsy. Tak więc… jak, po kilku latach, trzyma się owa produkcja?

(więcej…)