kino

Kilka słów o soundtracku z „Jurassic World”

Mogłoby się wydawać, że ciężko jest ocenić ścieżkę dźwiękową do filmu jako dzieło samo w sobie. Jest ona przecież jednym z podstawowych elementów doznania kinowego i pełny efekt może osiągnąć jedynie podczas seansu. Z tym się zgodzę, jednak mam wrażenie, że najlepsze soundtracki zwyczajnie powinny stanowić angażujące doznanie samo w sobie – czy tak samo jest z muzyką do zbliżającego się wielkimi krokami Jurassic World?

(więcej…)

Reklamy

Iron Man 3 – Marvel #7

7612384.3Iron Man 3 jest filmem bardzo podobnym do poprzednich dwóch części, jednak, z perspektywy fana, wystarczająco satysfakcjonującym. Jest to o tyle dziwne, że na stołku reżysera tym razem nie zasiadł Jon Favreau, a Shane Black, człowiek mający na koncie kultowe już Kiss Kiss, Bang Bang, co ciekawe również z Downeyem Jr. w roli głównej.

Dzieło za swój punkt wyjścia subtelnie bierze więc wydarzenia z The Avengers. Okazuje się bowiem, że Tony nie przeżył bitwy w Nowym Jorku bez uszczerbku: nie tylko dostaje stanów lękowych, ale też ma coraz większe kompleksy. Kim jest bez zbroi Iron Mana? – to pytanie w pewnym momencie nasuwa mu się na myśl, co sprawia, że staje się ono motywem przewodnim filmu.

(więcej…)

Kapitan Ameryka: Pierwsze Starcie – Marvel #5

7386143.3Przy okazji omawiania filmów z Marvel Cinematic Universe natknąłem się na pewien dość specyficzny, żeby nie powiedzieć osobisty, problem. Mianowicie każdy z nich, pod względem narracyjnym, jest bardzo podobny. Co prawda, twórcy próbują je poróżnić stylistyką (i bardzo dobrze), natomiast wszystkie dzieła podążają wg podobnych schematów pokazywania nam swoich postaci, a fabuła często jest, mniej-więcej, przewidywalna. Może nie przeszkadzałoby mi to bardzo, gdybym nie oglądał tych obrazów co kilka dni oraz gdybym mógł je bardziej docenić za rozsądne (lub nie) przeniesienie komiksowej postaci w filmowe rejony.

(więcej…)

Jupiter: Intronizacja, czyli powtórka z Mrocznego Widma

Jupiter-Ascending-Movie-PosterMiałem dość konkretne oczekiwania odnośnie nowego filmu rodzeństwa Wachowskich. Przyciągnął mnie doń sam koncept, prezentowany zgrabnie przez trailer – w końcu ile mieliśmy ostatnio wielkich, epickich dzieł spod szyldu space-opery, budzących tę magiczną, dziecięcą ekscytację? Liczą się co najwyżej Strażnicy Galaktyki. Sukces filmu Gunna polegał jednak na dobrej reżyserskiej wizji i konkretnym pomyśle, sprawnym scenariuszu oraz wybornej realizacji. Wiecie, był to po prostu praktycznie kompletny film.

Jupitera nawet ciężko nazwać filmem. Jest to, co najwyżej, zlepek losowych sekwencji, ledwo powiązanych ze sobą fabularnie, każda kolejna dystansująca emocjonalnie od filmu. Nie wiem, co Wachowscy chcieli osiągnąć, gdyż obraz jest pełen scen z tak odległym od siebie tonem i sposobem aranżacji, że wychodzi z tego jakieś totalne kuriozum.

(więcej…)

Filmowe Zaległości – styczeń 2015

2MCRjv8k8vkPHnrZGXOYoGmcwTGFala Zbrodni (1985)

Scenariusz: Bracia Coen. Reżyseria: Sam Raimi. Jak widać wielkie czcionki na pudełku DVD na tyle dobrze uwydatniały ten niecodzienny co-operation specyficznych legend kina, że dostałem Falę Zbrodni w moje łapy. Co prawda pośrednio, bo film otrzymałem od przyjaciela – sam zwykle w koszach z tanimi filmami w Tesco nie grzebię (ale się poprawię!). Czy wspólne dzieło reżysera Martwego Zła i twórców Fargo (duet co najmniej intrygujący) ma w sobie tę kinową magię, która jest w stanie zmienić taki stan rzeczy? Szczerze, to nie – Crime Wave nie należy raczej do mojego kanonu kina. Wielu ludziom może przypaść jednak do gustu, bo czego tu nie ma! Szalona fabuła? Jest. Praktyczne efekty specjalne? Check. Świetny slapstick oraz niekończąca się mania czarnego humoru? Mhm. Wszystko to jest podrasowane sprawnym warsztatem reżyserskim Raimiego, który, na domiar odjechania, postanowił jeszcze zabawić się narracją i chronologią. Opowiada on bowiem historię z perspektywy niesprawiedliwie skazanego (jak sam twierdzi) człowieka, właśnie usadzanego na krześle elektrycznym. Dosłownie. Pomimo lekkiego znużenia, które dopadło mnie przy okazji dość męczącego, w pewnym momencie, infantylnego humoru (zamierzonego), to Crime Wave wypada mi polecić. Jak twierdziłem, obraz jest nie w moim typie, jednak końcowy pościg samochodowy rozłożył mnie na łopatki.

Ocena: 6-/10

(więcej…)

Iron Man, reż. John Favreau

IronmanposterMarvel Cinematic Universe to niezwykłe przedsięwzięcie. Idea przeniesienia na ekrany kin świata, który jak dotąd miał możliwość istnienia tylko na kartach komiksów, wydawała się, swojego czasu, wręcz absurdalna. Dziś, w 2015 roku, możemy tylko obserwować gigantyczny sukces tej pionierskiej kampanii. Z perspektywy czasu widać, jakim ryzykiem cechowały się działania zarządu Marvel Studios. Bazowane na cross-overach, wspólnych elementach fabuły (i tak dalej) uniwersum potrzebowało przecież niezwykle solidnych, konsekwentnych historii, które posiadałyby sens w szerszym kontekście.

Abstrahując już od MCU, Iron Man sam w sobie był dość ryzykownym projektem. Filmy na podstawie postaci z komiksów Marvela nie odniosły nigdy żadnego sukcesu komercyjnego (pomijając już fakt o nieudolności tych obrazów). Nie dziwi jednak data premiery filmu – widać, że ostateczna decyzja o jego kręceniu zapadła po sukcesie Batman: Początek, który, w pewnym sensie, przywrócił komiksowe kino do łask. Jak już wszyscy wiemy – była to odpowiednia decyzja. Iron Man zebrał zarówno dobre recenzje, jak i zarobił kupę forsy. Tak więc… jak, po kilku latach, trzyma się owa produkcja?

(więcej…)

Wielkie Oczy, reż. Tim Burton

big_eyes.15ce0090408.originalBig Eyes widziałem już 2 stycznia, w dniu premiery filmu w Polsce. Gdy piszę te słowa jest noc z 14 na 15 stycznia. Przez niecałe dwa tygodnie często myślałem o tym filmie i zastanawiałem się, czy w ogóle pisać jego recenzję. Bo to obraz, z którym wiązałem pewne nadzieje i który mógł mi się naprawdę spodobać. Stało się jednak (prawie) zupełnie odwrotnie.

Jakie oczekiwania wiązałem z Wielkimi Oczami? Każdy pewnie łatwo zgadnie – to nowy film Tima Burtona. Jeśli nie rozumie się samo przez się, to jestem skory do tłumaczenia. Do niego, jako twórcy, zawsze miałem pewien dystans. Na pewno można go uwielbiać – za wizualny splendor, niesamowite kreacje świata i wciągające historie. Ten ostatni element jest jednak najważniejszy, a to, że udało się twórcy przez tyle lat utrzymać tak wysoki poziom swoich opowiadań jest niezwykłym wyczynem. Batman, oprócz niesamowitej kreacji Gotham City, był opowieścią o rywalizacji, walce z własnymi demonami. Najogólniej rzecz biorąc. Był to film jak na swoje czasy niezwykle innowacyjny, bo poinformował przecież cały świat, że „hej, Batman to nie tylko Adam West ze swoim Dickiem w rajtuzach”*. Co więcej, obraz ten, razem z następnymi historiami reżysera, Edwardem Nożycorękim oraz Ed Wood’em, tworzą trójkę „Burtonów”, które są jednymi z najbardziej inspirujących dzieł, jakie widziałem. Mimo, że poznałem je stosunkowo niedawno, to niezwykle je doceniam.

(więcej…)