Iron Man 3 – Marvel #7

7612384.3Iron Man 3 jest filmem bardzo podobnym do poprzednich dwóch części, jednak, z perspektywy fana, wystarczająco satysfakcjonującym. Jest to o tyle dziwne, że na stołku reżysera tym razem nie zasiadł Jon Favreau, a Shane Black, człowiek mający na koncie kultowe już Kiss Kiss, Bang Bang, co ciekawe również z Downeyem Jr. w roli głównej.

Dzieło za swój punkt wyjścia subtelnie bierze więc wydarzenia z The Avengers. Okazuje się bowiem, że Tony nie przeżył bitwy w Nowym Jorku bez uszczerbku: nie tylko dostaje stanów lękowych, ale też ma coraz większe kompleksy. Kim jest bez zbroi Iron Mana? – to pytanie w pewnym momencie nasuwa mu się na myśl, co sprawia, że staje się ono motywem przewodnim filmu.

Przez znaczną większość seansu Tony Stark paraduje bez swojej stalowej powłoki. Obawiałem się, że pozbawi to dzieła pewnego waloru rozrywkowego, jednak pozytywnie się rozczarowałem. Ów motyw braku wiary Tony’ego w siebie jest na tyle dobrze rozegrany (choć mógłby być nieco subtelniej napisany), że cały drugi akt, jaki Stark spędza na Alasce (chyba? nigdy tego nie tłumaczą…) nie nudzi, a wręcz angażuje nas jeszcze bardziej w problemy superherosa.

Każda z poprzednich części Iron Mana była raczej o człowieku, który nosi ową tytułową zbroję. Trzecia część w pewien sposób zamyka ten wątek, pozwalając triumfować Tony’emu nad jego wynalazkiem. Nowoczesna powłoka stała się dla niego zarówno pewnym źródłem sukcesu, jak i w pewien sposób zaczęła go ograniczać – chociażby na polu, ponownie, wiary samego w siebie. Czy Tony byłby w stanie sobie poradzić ze złym Mandarynem (o nim za chwilę) bez Iron Mana? Cóż, prawdopodobnie nie pokonałby jego armii bez swojej super-broni, jednak w całym planie bohatera najważniejsze role spełniają jego własne zalety i możliwości: energia, nieustępliwość i inteligencja.

"Marvel's Iron Man 3" Tony Stark/Iron Man (Robert Downey Jr.) Ph: Film Frame © 2012 MVLFFLLC.  TM & © 2012 Marvel.  All Rights Reserved.

Problem z Iron Manem 3 jest taki, że powtarza on zalety i wady swoich poprzedników, tylko że w nieco innych proporcjach. Znów: nie mogę powiedzieć, że jest to dobrze napisany film. Fabuła to ograne schematy (prócz jednego zagrania, ale o tym zaraz), a Villain jest jeszcze bardziej sztampowy i banalny niż z dwóch poprzednich części. Ile razy my już widzieliśmy ten ograny do bólu archetyp biednego nerda w okularach, który wreszcie się jakoś dorobił, i teraz jakimś cudem nagle stał się przystojny (bo zmienił fryzurę z rozczochranych na zaczesane do tyłu, to też jest schemat!) i mści się na swoim dawnym idolu? Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo wiele razy.

I nie chcę nawet rozwijać się znacznie na temat dziur fabularnych, jednak wspomnę o jednej, rażącej rzeczy, której ustrzegły się nawet poprzednie dzieła: scenarzyści, w pewnym momencie, nie mają pojęcia, jak posunąć akcję na przód, dzięki czemu kompromitują oni postać Tony’ego Starka. Ci, którzy widzieli film, wiedzą o czym mówię. Co gorsza, ów ruch stanowi punkt wyjścia dla dalszego rozwoju postaci Tony’ego i, jak reszta zrobiona jest wzorowo, to na tę konkretną akcję ciężko mi jest przymrużyć oczy. Twórcy co prawda chcieli, by zostało to w charakterze postaci, ale jak dla mnie posuwają się zbyt daleko.

Mandaryn wymiata. Kropka.

Mandaryn wymiata. Kropka.

No dobra, ale żeby być fair – scenariusz posiada jeden szczególnie fajny twist związany z Mandarynem. Nie będę Wam zdradzać, co się okazuje na wypadek, gdybyście jeszcze filmu nie widzieli, jednak komedia i luźne potraktowanie tematu wyraźnie się scenarzystom opłaciły. To zdecydowanie jedna z najzabawniejszych rzeczy, jaką widziałem ostatnio w filmach, mówię serio.

Na szczęście cała droga głównego bohatera znów została bardzo umiejętnie sportretowana, a dzięki Robertowi Downeyowi Jr., który po raz kolejny dowodzi swojej nietuzinkowej klasy aktorskiej, Stark wypada, jak zwykle, angażująco. Szkoda, że gdy dochodzimy do rozwiązania faktycznej intrygii, to jest ono banalne, proste… i w efekcie, cóż, nudne.

Oczywiście nie umniejszam w tym przypadku aspektów technicznych dzieła. Zmiana na reżyserskim stołku wypadła sprawnie. Black, co prawda, nie zmienił raczej składników filmu w porównaniu do jego poprzedników, jednak pozostają one wykonane, cóż, całkiem umiejętnie. Przez film przemawia lekka, komediowa atmosfera, a co najważniejsze (i tu fanfary dla scenarzystów proszę): nie przeszkadza to w odbiorze poważniejszych momentów.

Iron Man 3 PH: Zade Rosenthal © 2012 MVLFFLLC. TM & © 2012 Marvel. All Rights Reserved.

Iron Man 3 PH: Zade Rosenthal © 2012 MVLFFLLC. TM & © 2012 Marvel. All Rights Reserved.

I jak zwykle cała ta luźność tematu, humor i spektakularność produkcji każe mi przymknąć nieco oko na jej wady. Co prawda, nie robię tego w takim stopniu, jak przy okazji poprzednich filmów (no bo ile można popełniać te same błędy?), lecz nie odmawiam dziełu wielu zalet: fantastycznego bohatera, świetnej warstwy technicznej, rozrywkowej atmosfery przyprawionej świetnym humorem. Iron Man 3 to nie tylko film, który ogląda się dobrze, ale też dobre zamknięcie dla serii tytułowego super herosa.

Ocena: 7/10

Reklamy

One comment

  1. Dało się w tym filmie wyczuć zmianę reżysera, który obrał dla tej postaci zupełnie inny kurs po wydarzeniach z „Avengers” i teraz widzimy, że ta metamorfoza była zaplanowana odgórnie przez studio, zapewne jako jedna z opcji rozwoju MCU.

    Miałem się nawet brać za pisanie jakiejś charakterystyki filmowego Starka już rok temu w czasie zimowych ferii, ale tak się jakoś złożyło, że jednak nie znalazłem na to czasu. Teraz mam wrażenie, że lepiej z czymś takim zaczekać do premiery „Civil War”, gdyż umożliwi to spojrzenie na tę postać z naprawdę szerokiej perspektywy. Niejako na całą drogę Tony’ego – od miliardera-playboya, przez rodzącego się w nim bohatera do… no właśnie, w zasadzie nie wiemy, jak zostanie sportretowany z CW. Prawdę powiedziawszy, liczę na to, że jednak obejdzie się bez brutalnego spolaryzowania na linii Stark-Rogers i żaden z nich nie będzie typowym szwarccharakterem, każdy będzie miał swoje racje, które będą odpowiednio umotywowane i wiarygodne dla widza.

    No i właśnie IM3 stanowi pewien pomost i choć nie obyło się bez poważnych wad, to mimo wszystko lubię ten film.
    Mandaryn na propsie. Ciekaw jestem, czy MCU jakoś rozwinie „All Hail the King”. Chętnie obejrzałbym starcie Tony’ego z terrorystą wyposażonym w moce o kosmicznej proweniencji.

    Na koniec pozwolę sobie zareklamować swoje wypociny:
    https://omnesetnihilo.wordpress.com/2013/05/13/iron-man-po-raz-trzeci/

    😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s