Kapitan Ameryka: Pierwsze Starcie – Marvel #5

7386143.3Przy okazji omawiania filmów z Marvel Cinematic Universe natknąłem się na pewien dość specyficzny, żeby nie powiedzieć osobisty, problem. Mianowicie każdy z nich, pod względem narracyjnym, jest bardzo podobny. Co prawda, twórcy próbują je poróżnić stylistyką (i bardzo dobrze), natomiast wszystkie dzieła podążają wg podobnych schematów pokazywania nam swoich postaci, a fabuła często jest, mniej-więcej, przewidywalna. Może nie przeszkadzałoby mi to bardzo, gdybym nie oglądał tych obrazów co kilka dni oraz gdybym mógł je bardziej docenić za rozsądne (lub nie) przeniesienie komiksowej postaci w filmowe rejony.

Niemniej Pierwsze Starcie jest jednym z tych filmów, które są po prostu… w porządku. Spodziewałem się czegoś więcej, ale nie mogę też powiedzieć, że skończyłem seans z zawodem na twarzy. To dobrze wyważone i solidne dzieło samo w sobie, nie pozbawione naprawdę kapitalnych scen.

Rzecz się dzieje podczas drugiej wojny światowej. Młodego Steve’a Rogersa poznajemy jako chudego i niepozornego, acz odważnego i śmiałego człowieka (prawie jak Nemeczek). Jest też wielkim patriotą i chce dołączyć do armii amerykańskiej. Jedyną jego szansą okazuje się program super żołnierzy, którego ma być testerem. Jest to zabieg, po którym pacjent staje się niewiarygodnie silny, zręczny, wysoki i ogólnie o wiele potężniejszy.

America at its finest.

America at its finest.

To, co się dzieje później (a właściwie chodzi mi pewne stadium przed drugą połową), jest najciekawszą częścią dzieła. Poznajemy tam Kapitana Amerykę sprowadzonego do narzędzia zwykłej amerykańskiej propagandy. Nie tylko jest to interesujące nawiązanie do komiksów (których to nawiązań jest tu szczególnie sporo, co na plus), ale też sama scena i sposób, w jaki jest podrasowana tą całą muzyką z epoki, i samo pokazanie tych naiwnych przedstawień w humorystyczny sposób dały mi naprawdę dużo frajdy. Nie zajmują one może mnóstwo czasu, ale pozwoliły mi się wciągnąć w klimat czasów II Wojny w Ameryce z punktu widzenia kultury oraz poczuć dość intensywny rodzaj współczucia w stronę głównego bohatera.

Sam film próbuje stylistycznie naśladować kino Nowej Przygody, a oczywistym wręcz skojarzeniem są Poszukiwacze Zaginionej Arki. Tutaj również znajdziemy złych nazistów, szukających tajemniczych i mistycznych przedmiotów, a lokacje zmieniają nam się co 5 minut. Joe Johnston (reżyser filmu) miesza też całość z kinem wojennym i w praktyce okazuje się to całkiem niezłym połączeniem. Sceny akcji wyglądają staromodnie i mają oldskulowy feel, zostały też nagrane z precyzją, a każda z nich kipiała niezłym klimatem i widowiskowością.

:(

😦

Problem w tym, że jedną z rzeczy, które zadecydowały o jakości Indiany Jonesa, był sam protagonista – nieustraszony poszukiwacz artefaktów, awanturnik. Tam jednak wymiar przygody był dość odczuwalny, ze względu na obraną przez Spielberga i Lucasa konwencję. Jones nie był kolejnym niezniszczalnym superherosem. Ciągle dawano mu po mordzie, a z kolejnych, coraz to niebezpieczniejszych starć, ledwo uchodził w całości. Ten facet może za chwilę umrzeć! – myślałem sobie. To był jeden z głównych czynników, przez które film był taki dobry.

W Captain America brakuje tego elementu. Zaczyna się dobrze, ciężko Steve’owi nie współczuć. Potem jednak staje się super-żołnierzem i okazuje się, że jego postać nie ma absolutnie żadnych wad i jest wręcz kipiącą kupą dobroci. Wcześniej bohatera ograniczały walory fizyczne, lecz w drugiej połowie nie pozostaje już nic innego, jak obserwowanie naszego tytułowego bohatera lejącego nazistów.

Muszę przyznać, że nie rozumiem tego zabiegu. Miał on sens w latach 40, gdy nasz Steve debiutował na kartach Captain America vol. #1, lecz to było w 1942 roku. Protagonista służył innym celom – miał wyrażać potęgę USA i krzepić serca aliantów, miał być podziwiany. Nic dziwnego, że nie nadano mu żadnej negatywnej cechy. W dzisiejszych czasach taka postać jest co najmniej przestarzała i, co więcej, ciężko mi się było potem z nią utożsamić. Młode dziewczęta nadal będą szaleć na punkcie złotej zaczesanej grzywy naszego kaptyna Stywa Rodżersa, lecz moim zdaniem protagonista nie przechodzi żadnej wyraźniejszej przemiany psychologicznej.

Tak, zobaczę Agent Carter.

Tak, zobaczę Agent Carter.

Podoba mi się jednak to, że patriotyzm Rogersa miał swoje korzenie w psychologii bohatera. Młody i gnębiony przez swoich prywatnych despotów na pewno chciał się na nich odegrać, a widząc podobny konflikt w szerszym kontekście, nawet na polu swoich wartości, ruszył do pomocy, stwarzając pewną nienachalną klamrę dla swojej historii. Wydaje się być więc odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i w ten sposób możemy w sumie kibicować naszemu bohaterowi.

Oprócz tego, film dzieli z pozostałymi produkcjami z MCU podobne wady i zalety. Villain pozostaje dość sztampowy, a do tego jego wątek został pod koniec potraktowany raczej mało subtelnie, jednak aktorstwo, jak zazwyczaj, podnosi jakość produkcji. Hugo Weaving w roli Red Skulla, szalonego nazisty tworzącego organizację Hydra, jest wręcz kapitalny. Jego aktorstwo to dokładnie jedyny powód, dla którego ów bohater nie stał się wyznacznikiem kiczu w nowoczesnym kinie rozrywkowym. Oprócz niego interesującą postacią jest Agentka Carter – głównie przez jej siłę i zdecydowanie. Pozytywnym zaskoczeniem okazał się dla mnie wątek miłosny, który został subtelnie poprowadzony. Nie wybijał się zanadto i też żaden z bohaterów nie nazywał tego czymś na kształt wielkiej miłości – ot, bohaterowie zaczęli się sobie podobać, a za ich uczuciem przemawiały raczej czyny i gesty.

See you around.

See you around.

O ile wspominałem o tym, że obraz został umiejętnie nagrany, o tyle z reżyserią miałbym większy problem. Dzieło zostało dość dziwnie skrojone: podczas pierwszej połowy mamy wiele wolnych, prawie że ślimaczych scen, a drugą część wypełnia jedynie akcja. Nie było to tak sukcesywne i podczas seansu odczuwałem pewne uczucie zmęczenia, nie płynął mi on na tyle szybko i przyjemnie, jakby mógł.

Ale nie chcę pozostawiać po tej recenzji jedynie negatywnych uczuć, bo to nie jest tak, że The First Avenger jest złym filmem. Jest zupełnie… ok. Nie pozostawił po sobie jednak większych i bardziej złożonych emocji. Pewnie dlatego, że, jak już wspominałem, sposób opowiadania nie różni się niczym szczególnym od poprzednich dzieł ze stajni Marvela, a i sama historia Rogersa mogłaby być bardziej angażująca. Co nie znaczy, że nie była w ogóle. Jest to dość solidny film, na którym bawiłem się całkiem dobrze.

Ocena: 6+/10

Reklamy

5 comments

  1. Ale spamujesz tymi tekstami. A ja Ci spamuję komentarzami. 😛
    Myślałeś może o zajęciu się innymi filmami z superbohaterami po omówieniu wszystkich z MCU?

    Trzeba pamiętać, że pierwsza faza cierpiała na pewne błędy, które jednak przyniosły korzyści w „Avengers” i po nich.
    Kapitan musiał być w ten sposób przedstawiony, skoro osadzili jego historię w czasach II wojny światowej – miał podkreślić swoistą naiwną niewinność wizji świata sprzed kilkudziesięciu lat. Byli ci źli i był ten dobry – niosący sztandar amerykańskości.
    Po długim śnie w lodzie zostaje wybudzony i staje naprzeciw czegoś o wiele gorszego od nazistów – widać to było już w „Avengers”, potem bardzo ładnie w „Winter Soldier” i najprawdopodobniej będzie ciągnięte w „Age of Ultron” i „Civil War”.

    Wątek oraz rozwój Kapitana w MCU są poprowadzone moim zdaniem bardzo dobrze. Od roli typowego pięknisia-osiłka w kiczowatym stroju rodem ze słuchowisk radiowych przeistoczył się w rozdającego rozkazy przywódcę, któremu nikt nie ośmieli się* sprzeciwić.

    Filmy sprawiły, że Kapitan stał się pełnoprawnym bohaterem. Kogo on obchodził kilka lat temu? No a od „First Avenger” się to wszystko zaczęło.

    *Któż by śmiał, prawda? 😉

    Polubienie

    1. No i dobrze, że spamujemy. #czemubynie 😛
      Możliwe, że masz rację, i mam nadzieję, że zrozumiem to w szerszej perspektywie MCU. Mówię tu o tych filmach raczej jako o pełnoprawnych seansach. Do tego widziane z perspektywy człowieka, który z Marvelem nie miał do 12 roku życia nic wspólnego :P. Z resztą i tu masz rację – przed tym dziełem nic nie słyszałem o tym bohaterze, więc i przedstawienie go nowoczesnej widowni nie wyszło chyba aż tak źle.
      Tak, mam w planie omówić chociażby stary cykl o Supermanie, który właśnie poznaję, i który powoli we mnie dorasta (spoiler: podoba mi się). Chociaż to w końcu doprowadzi do seansu Men of Steel, którego nieco się obawiam… ale filmy Reeve’a są fajne 😛

      Polubienie

      1. Do 12 roku życia?
        Gdzie Ty byłeś, gdy wychodziły: „X-Men” Singera, „Spider-Man” Raimiego albo taki „Blade”? To znaczy sam nie widziałem ich w kinie, ale jak tylko Polsat puścił, to je pochłaniałem bez zastanowienia.

        Ja się już od półtora roku zabieram do napisania o dziesięciu najgorszych filmach z superbohaterami i się zabrać nie mogę. ;(

        MCU jest czymś naprawdę świetnym. Ludzie narzekają, że filmy nie zazębiają się wystarczająco, zapominając, że na tej samej zasadzie działają również komiksy. Ryzyko było wielkie i początkowo wychodziło różnie, ale po tym początkowym okresie robienia mniej więcej tego samego filmu (no bo origin story) w końcu wyszli na prostą i każda ich produkcja ma inny ton, klimat, inaczej położony środek ciężkości. I ta różnorodność jest w tym wszystkim najlepsza.

        Polubienie

      2. Oglądałem wtedy wszystkie Godzille po 100 razy na dzień :P. Nie miałem też znajomych, którzy by mnie wyciągnęli z tego amoku. Chociaż akurat spajdermany widziałem jak byłem mały – byłem na tyle specyficznym dzieckiem, że scena tańca Petera z trzeciej części wywołała i mnie ból brzucha ze śmiechu 😀
        Serio? Ja nie słyszałem takich narzekań. To naprawdę ambitny i ciekawy projekt, dodatkowo to wreszcie coś, czego raczej zupełnie nie było.

        Polubienie

  2. Zgodzę się z twierdzeniem, że kaptejn Muerica ma wartość rozrywkową. Ba, nawet rozwinięcie technologiczne Hydry jest „wierne z realiami” ( Niemcy za drugiej wojny wynaleźli kamery przemysłowe, samoloty pionowego startu i lądowania Heinkla (Zakłady Heinkla pracowały nad nimi) , Amerika Bomber ( idea i szkice powstały naprawdę) , Ratte (zaczęty, acz nie zrealizowany projekt lądowego pancernika), Alpen Festung ( istniał naprawdę) ), ale jeśli ktoś choć trochę nie znosi amerykańskiej wizji historii i amerykańskiego mesjanizmu – ten się porzyga. Niemców, a tym bardziej Nazistów, nie ma tam za grosz, uzbrojeni w kosmiczne technologie hydrowcy przegrywają z zacofanymi Amerykanami. Brak Rosjan – to oni stworzyli Zimowego Żołnierza. A na dobitkę żydowskie hokus-pokus w Ameryce lat 40. Lat 40, kiedy Żydzi w Ameryce byli MOCNO nie lubiani. Reżyseria jest w porządku, zajął się nią w końcu Joe Johnston. Jeden z najwierniejszych uczniów Stevena Spielberga. Siłą rzeczy styl Joe’go nawiązuje do jego Mistrza. Hugo Weaving, echh, zagrał jak mógł, ale jego postać na wiele mu nie pozwalała. Ja w Rottentotenkopfie szaleństwa nie widziałem, tylko kolejnego randomowego złego chcącego podbić świat. Jednak z drugiej strony właśnie taki człowiek wydaję mi się naturalny, powiedziałbym prawdziwie zły. Nie stoi za nim żadna „jokerowska pseudifilozofia”, nikomu nie chce nic udowadniać, nie jest na siłę udziwniony. Podoba mi się to, naprawdę. Tylko żal mi Hugo Weaving’a, bardzo go lubię, a taka rola dla niego to nic innego jak forsa na zapłacenie czynszu. Jako aktor też nic nikomu nie musi udowadniać, nie potrzebuje żadnego blockbustera żeby się wybić. Ma swój poziom. I pewnie dlatego zażądał tak dużego wynagrodzenia w wypadku ponownego wcielenia się w czerwonego ze złości Niemca, że producenci zrezygnowali z wyciągnięcia Czerwonej Czaszki z próżni w jakiej się znalazł. W film w sam raz na raz. Lepiej obejrzeć serial animowany z lat 70 – przynajmniej pośmiać się można.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s