Life Itself – naturalny portret

life_itself_ver2Dokument Steve’a Jamesa nie jest filmem jedynie o krytyku oraz o krytyce filmowej. Racja, przez dużą ilość czasu skupia się na profesji swojego bohatera, zahaczając przy okazji o wiele aspektów historii przemysłu filmowego. Na równi ciekawe są jednak momenty, w których kamera obejmuje rutynę Rogera – niezwykłą, bowiem tą szpitalną, czyli najpóźniejszą z możliwych do uchwycenia. Widzimy jak nie potrafiący już mówić, z usuniętą dolną szczęką Roger komunikuje się przez syntezator mowy, a wstawać z łóżka pomagają mu najbliżsi.

Te przykre obrazy nie tylko dodają naturalności całemu filmowi, ale też stanowią istotną obserwację charakteru Eberta. Pokazuje się on tutaj, mimo zaistniałej sytuacji, w imponującej pogodzie ducha, cały czas oddając się swojej pasji. Widzimy, jak ze wszystkimi swoimi problemami Roger pracuje równie dobrze, co kiedyś, nie tracąc wcale swojej wewnętrznej energii i szacunku do filmów.

Dokument Jamesa pozwala dobrze zrozumieć charakter Eberta, przedstawiając nam go w obiektywny sposób. Dowiadujemy się zatem, że był człowiekiem o wielkiej pasji i miłości, ale jest tu także mowa o, chociażby, jego problemach z alkoholem. Z tego, co słyszałem, swego czasu opinia publiczna nie miała o nich pojęcia. Zagłębiamy się także w relację Rogera z Genem Siskelem, krytykiem, wraz z którym prowadził sławny program Siskel and Ebert and The Movies. Sam odkryłem, iż nie była ona tak kolorowa, jakby mogło mi się wydawać, nie umniejszając oczywiście jej wielkiej wagi.

roger

Jak już mówiłem, w obrazie dużo czasu poświęcono poznawaniu osobistej strony bohatera, ale umiejętnie portretuje on również wpływ Eberta (i Siskela!) na kulturę filmu. Był on wielki: przed „(…) and The Movies” krytyka filmowa była zgoła odmienna od tej, jaką znamy dzisiaj. Ich pasja, zaangażowanie, rywalizacja i szczerość sprawiły, że program osiągnął wręcz absurdalną popularność, zarażając całe pokolenie swoją energią do filmów. Dzięki masowości programu oraz jego dynamice, dla wielu granica pomiędzy krytykiem a widzem zatarła się – ten pierwszy również zaczął odczuwać emocje, zamiast jedynie robić coś w stylu sprawozdania z seansu. Ebert zawsze umieszczał w swoich recenzjach określenia typu I felt, i for myself, pokazując, jak osobistym doznaniem mogą być filmy, a w konsekwencji sztuka.

Steve James robi świetną robotę jako reżyser dokumentu. Nie tylko utrzymuje znakomite, nieśpieszne tempo opowieści, ale też odkopuje mnóstwo archiwalnych materiałów. Przyprawia swój film przyjemnym, dość nowoczesnym stylem, objawiającym się zarówno przez różne teksty, cytaty i dydaskalia pojawiające się czasem na ekranie, ale również muzyką i nieprostolinijną narracją.

Two thumbs up!

Two thumbs up!

Łatwość oraz szczerość, z jaką opowiadana jest historia, idzie w parze z, jak już wspominałem, samą jej naturalnością. W efekcie Life Itself to dokument emocjonujący, który mnie wzruszył i pozwolił spojrzeć na bohatera z różnych punktów widzenia, a przede wszystkim – wciągnąć się w jego losy i przeżyć tę namiastkę jego pasji i miłości, nie tyle do kina, co do samego życia.

Ocena: 8/10

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s