Babadook, reż. Jennifer Kent

Babadook-Poster-KeyArt

(Recenzja jest dogłębna, przez co mogą pojawić się rzeczy uznane za spoilery)

Poprzedni rok nie był dla widzów łaskawy, jeśli chodzi o filmowe dzieła grozy. Do polskich kin weszły może 3 gatunkowe obrazy, a każdy kolejny wydawał się być coraz mniej intrygujący. Tymi cechami charakteryzował się Annabelle, który pokrętnie czepiając się fabularnie Obecności (będącej, by the way, o niebo lepszym filmem), zwracał na siebie uwagę widzów. Za Diabelską Planszą Ouija bazował natomiast maksymalnie nieciekawy pomysł. Uwaga, otóż, grupa nastolatków zbiera się razem i splot idiotycznych wydarzeń sprawia, iż po kolei giną. Po zapoznaniu się z, bądź co bądź, dokładnie takim opisem fabuły mój wewnętrzny cynik krzyknął: really?! Toż to jeden z najstarszych i najbardziej zużytych schematów w historii kina grozy! Cóż, zastraszająco dużo ludzi ma chyba jednak odmienną od mojej, opinię, gdyż do kin powędrowało całkiem sporo osób, powodując, iż oba z wymienionych przeze mnie obrazów znalazły się na czas kilku tygodni na szczycie Box Office.

Inaczej było z tym filmem. Nie wiem, czy to ta niezwykle pozytywna reakcja krytyki (widowni już mieszana), czy przedziwny tytuł, ale Babadook wydawał się po stokroć bardziej intrygujący od każdego z zeszłorocznych straszaków. Poczekałem więc, by obejrzeć go na spokojnie w domowym zaciszu. Efekt?

Największa schiza, jaką miałem od czasu The Ring – Krąg Nakaty.

Babadook jest lepszy od wszystkich wymienionych, zeszłorocznych tytułów w dosłownie każdym aspekcie. Przez 1,5 godziny jesteśmy świadkami naprawdę ważnej i w gruncie rzeczy dość osobistej historii. W połączeniu z fantastyczną realizacją sprawiła, że nie mogłem w nocy spać i dopadło mnie to dziwaczne uczucie zaniepokojenia, godne Dziecka Rosemary. Krótko – przeraziłem się, jak to sprawnie określił Chris Stuckmann w swojej recenzji, w najlepszy możliwy sposób.

Szybko wydedukować można, że Babadook jest reprezentantem podgatunku monster-movie. Nie ukrywam, że to miało niemały wpływ na moją chęć zakupienia pudełka z płytą DVD. I choć sam potwór pełni ważną część w historii, to widzimy go na ekranie tyle co… malutko. Niczym Spielberg w Szczękach, Edwards w Godzilli czy Scott w Alienie – reżyserka Jennifer Kent stopniuje napięcie w mistrzowski sposób. Samego monstera widzimy dopiero w połowie obrazu, a szybka i nagła konfrontacja pozwala mu na nagłe zniknięcie, by powrócił dopiero pod koniec, za to w konfrontacji bezpośredniej i z pełnym powerem. Nie mamy wrażenia, by ten czas był zmarnowany, bowiem ciągle czuć jego obecność. Bez przerwy pokazuje nam jakieś niepokojące oznaki swojej prezencji, wiemy, że gdzieś tam jest. Klimat potęguje również samo pytanie: czy Babadook jest prawdziwy?

the-babadook-is-real-and-you-can-t-get-rid-of-him-89bb0a4a-ac2b-4415-b5db-d90b843b0af0

Na nie za to ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Kluczem do niej może okazać się tematyka historii – potwór bowiem, jak we wszystkich najlepszych monster-movies, stoi za większą ideą. Jego prezencja jest symboliczna nie z jakiejś hipotetycznej, kuriozalnej paniki pani reżyser, która, przypuszczalnie, przerażona gustami dzisiejszej horrorowej widowni, panikowała nad stołem wraz z designerami monstera, skarżąc się na jego groteskowy, nawiązujący do klasyków niemieckiego ekspresjonizmu wygląd, oraz na klasyczny płaszcz i niską prezencję, zgrabnie sugerującą, że ktoś tu chyba oglądał Gabinet Doktora Caligari. Gdyby to, co napisałem było faktem, to mimo całej mojej wrodzonej szczerej tolerancji, zmuszony byłbym nazwać ją totalnym bezguściem.

Na szczęście taki stan rzeczy istnieje tylko w moich przerażających wyobrażeniach, bo na filmie wygląda to zgoła odmiennie – Babadook reprezentuje psychiczną chorobę bohaterki. Wszystkie jej cierpienia – od ciągle powracającej, tragicznej śmierci męża, po nieznośnego syna, bachora, którego nasza protagonistka (i antagonistka w jednym!) kilka razy przecież zdziela, próbuje zamordować, będąc coraz bardziej zanurzoną w swoich lękach – widoczne są w postaci monstrum. Dodatkowo film robi dobrą robotę, jeśli chodzi o przeplatanie się prawdy oraz fikcji – często nie umiemy stwierdzić, czy akurat jesteśmy w stanie umysłowym naszej bohaterki, czy go opuściliśmy, czy świat, który widzimy w filmie nie jest tylko jakimś dziwnym, traumatycznym wytworem jej wyobraźni.

maxresdefault

Babadook w żadnym calu nie udałby się, gdyby nie odtwórcy głównych ról. Grający irytującego syna Noah Wiseman pokazał, że dziecięce aktorstwo nie musi być w każdym kolejnym przypadku nieudane, a Essie Davis w roli jego matki zasługuje, moim skromnym zdaniem, na nominację do Oskara. Mówię to kompletnie serio i bez jakiejkolwiek ironii.

Pani reżyser jest doskonale świadoma swojego tematu, zgrabnie nam historię opowiadając. To, co jednak mnie urzekło najbardziej, to jej mistrzowskie prowadzenie. Pomijając już wcześniej wspomniane budowanie napięcia, sam film pełen jest odniesień do klasycznych dzieł grozy (sama forma często przypomina wspomniane już Dziecko Rosemary), a strona techniczna to prawdziwy miód. Kadry wykonane są w niezwykle posępnej stylistyce, zgrabnie wykorzystując przestrzeń starego i przerażającego angielskiego domku, oraz świetnie oddając depresję głównej bohaterki. Same w sobie również wyglądają prześlicznie. Co prawda w ten… dziwny, mroczny sposób, ale i tak – film w każdym momencie można by zapauzować, robić skriny, drukować i wieszać je na ścianie.

23

W recenzji wspomniałem, że aktorstwo protagonistki woła o Oskara. Gdzie zatem wspomniana nominacja? Jak widać, gusta Akademii nieco różnią się od moich. Strzelam na nią w takim wypadku soczystego focha i zapraszam Essie do mnie do domu. Na kawę i moje własne rozdanie nagród filmowych. Lepszych nagród filmowych. Jak to zgrabnie ujął Bender, „Z kasynem, i dziwkami”. Co prawda nie jestem pewny, czy taka forma przejdzie oraz czy spodoba się ona pannie Davies. Nawet jeśli nie – ma ona moją pełną uwagę i oddanie szczerego fana. A sam Babadook jeszcze długo mnie postraszy.

Ocena: 8+/10

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s