Iron Man, reż. John Favreau

IronmanposterMarvel Cinematic Universe to niezwykłe przedsięwzięcie. Idea przeniesienia na ekrany kin świata, który jak dotąd miał możliwość istnienia tylko na kartach komiksów, wydawała się, swojego czasu, wręcz absurdalna. Dziś, w 2015 roku, możemy tylko obserwować gigantyczny sukces tej pionierskiej kampanii. Z perspektywy czasu widać, jakim ryzykiem cechowały się działania zarządu Marvel Studios. Bazowane na cross-overach, wspólnych elementach fabuły (i tak dalej) uniwersum potrzebowało przecież niezwykle solidnych, konsekwentnych historii, które posiadałyby sens w szerszym kontekście.

Abstrahując już od MCU, Iron Man sam w sobie był dość ryzykownym projektem. Filmy na podstawie postaci z komiksów Marvela nie odniosły nigdy żadnego sukcesu komercyjnego (pomijając już fakt o nieudolności tych obrazów). Nie dziwi jednak data premiery filmu – widać, że ostateczna decyzja o jego kręceniu zapadła po sukcesie Batman: Początek, który, w pewnym sensie, przywrócił komiksowe kino do łask. Jak już wszyscy wiemy – była to odpowiednia decyzja. Iron Man zebrał zarówno dobre recenzje, jak i zarobił kupę forsy. Tak więc… jak, po kilku latach, trzyma się owa produkcja?

Tony Stark jest playboyem i celebrytą. Co ważniejsze, ma na to wszystko czas i pieniądze ze względu na dochody swojej firmy. Jej najważniejszy dział jest odpowiedzialny za tworzenie i sprzedaż broni. Jak się wkrótce okazuje, nie trafia ona wyłącznie do amerykańskiej armii (co wcześniej zakładano), bo wykorzystywana jest także w atakach terrorystycznych. Podczas jednego z nich agresorzy biorą za zakładnika naszego protagonistę.

ironman2008_05

Here I am.

Cały film opiera się na swoim głównym bohaterze. Jego przemiana wewnętrzna jest świetnie zarysowana. W pierwszym akcie widzimy, jak z – bądź co bądź – nieco pustego i zadufanego w nikłych ideach człowieka zmienia się w osobę świadomą wielkiej, spoczywającej na nim odpowiedzialności. Perspektywa prowadzenia biznesu wojennego z początku wydaje się być dla niego raczej narzędziem służącym do zaspokajania własnego ego. Nie zmienia się on, co prawda, w pełni, jednak po wydarzeniach w jaskiniach Afganistanu otwierają mu się oczy, a pogląd na swoją pracę wywraca się u niego do góry nogami. Stwierdziłbym nawet, że gdyby ów wątek rozwinąć trochę dalej niż do granic czystego eskapizmu filmowego, służyłby on jako interesujący komentarz… polityczny. Wątek terrorystyczny jest bowiem żywcem wyjęty z prawdziwej rzeczywistości, a sytuacje sprzedaży militariów obu stronom konfliktów zdarzały się, i prawdopodobnie nadal się zdarzają, dość często.

Oczywiście nawet, gdyby to miało miejsce, nadal byłaby to rozrywka z dość słabą stroną fabularną. Przebieg intrygi z głównym antagonistą można przewidzieć w całości od pierwszej sceny, w której się on pojawi, a w szerszej mierze historia nie nastawia się raczej na nic nowego – ot, podąża wzorcem, jak to ktoś określił, „klasycznych historii o odkupieniu”. Nie jest to nic, czego nie widzieliśmy, a pod koniec staje się wręcz do bólu przewidywalne i pełne dziur. Jak zręcznie zauważył Ichabod w swoim artykule (uważajcie na spoilery) – plan głównego złego nie ma kompletnie sensu. Przez to ciężko mi było się zaangażować w końcową walkę na podobną, do tej wymyślonej przez twórców, skalę emocjonalną.

Iron Man v 79

Jeff Bridges, jak zwykle, przyciąga swoją charyzmą.

Na szczęście jest to jeden z tych filmów, w którym fabuła nie jest kluczowa do tego, żeby się dobrze bawić. W sensie – jasne, jej wtórność w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć, ale nawet, gdyby postawić na niej krzyżyk, to pozostaje tu sporo dobrych rzeczy. Nie muszę chyba mówić, jak dobrze Robert Downey Jr. wypada w swojej roli. Został on już, przez szersze grono widzów, zaszufladkowany w roli ekscentrycznego Starka. Gdyby nie zdołał wyciosać tyle dobrego ze swoich dialogów (bardzo naturalnie, zresztą, napisanych) i nie posiadał tak ogromnej charyzmy scenicznej, te filmy wykoleiłyby się niczym pociąg w The Lone Ranger.

Reszta bohaterów, zarówno od strony scenariuszowej, jak i aktorskiej, wypada naprawdę dobrze. Oprócz tytułowego bohatera najbardziej zachwycony byłem Gwyneth Paltrow w roli Pepper Potts. Wątek ten został zresztą bardzo umiejętnie rozegrany, zarówno na poziomie skryptowym, jak i wykonawczym. Nie dość, że jest w nim dużo chemii aktorskiej, to nie popada on w klisze i został poprowadzony znacznie subtelniej niż sobie to z początku wyobrażałem. Jeff Bridges natomiast ratuje swoją rolę od niezwykłej wtórności (co prawda nie w pełni, lecz miło się go ogląda), a Terence Howard wypada poprawnie w roli stonowanego przyjaciela Tony’ego Starka.

Iron Man

Warto pochwalić też samą stronę reżyserską. John Favreau nadaje temu filmowi dość lekki, charakterystyczny feel – nie leży on, co prawda, do końca w moim typie, lecz ma duży potencjał rozrywkowy. Przede wszystkim jest tu sporo humoru, zarówno wizualnego, jak i w dialogach. Takie małe rzeczy, jak robocik z laboratorium Starka, łatwo podbiły moje serce. Muzyka Ramina Djawadiego jest co prawda dość podprogowa, lecz znów, świetnie podkreśla kierunek reżyserski. Co ważne w tego typu filmach, zdjęcia wyszły naprawdę dobrze. Ujmują piękne plenery i w większości scen zręcznie chwytają dynamikę między postaciami. Przyczepiłbym się tylko do kilku strzelanin na początku – jest w nich odrobinę za dużo shaky-cam’u. Rozumiem ów zabieg, mający na celu uwydatnić zdezorientowanie bohaterów, jednak został on odrobinę nadużyty i przyprawił mnie głównie o ból głowy.

Robert-Downey-Jr.-and-Jon-Favreau

Podsumowując, pierwsza produkcja MCU jest naprawdę… solidna. Jej silną stroną są postaci – chociażby ładnie napisana oraz wyśmienicie zagrana rola Tony’ego Starka to prawdziwy majstersztyk. Bez niego ten film by się zupełnie nie udał, a zawalenie każdego kolejnego bohatera ciągnęłoby tą lekką, przyjemną konwencję w dół. Na szczęście nie tutaj film przegrywa – robi to natomiast w przypadku bardzo przewidywalnej fabuły. Nie jest ona jednak głównym trzonem tego filmu, bo „Iron Man” broni się świetną realizacją, która pozwala wycisnąć z seansu sporo zabawy.

Ocena: 7/10

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s