Whiplash, reż. Damien Chazelle

0404115Gdy R. Lee Ermey improwizował obraźliwe monologi na planie „Full Metal Jacket”, nikt nie miał wątpliwości co do wydźwięku tego filmu. Było to wielkie, antywojenne przesłanie. Sposób, w jaki Kubrick pokazywał przybicie i presję, której są poddani żołnierze, był powalający właśnie dzięki przerażeniu, jakie panowało wśród nich wobec sierżanta Hartmana. Damien Chazelle w swoim filmie używa podobnej, hierarchicznej relacji. Nieśmiały, acz zapalony i utalentowany uczeń najlepszej szkoły muzycznej w Nowym Jorku, Andrew, musi się konfrontować z niezwykle wymagającym, wręcz tyrańskim w swoich metodach nauczycielem Fletcherem. Do przesady bluzgając i obrażając dotkliwie wszystkich uczniów, dyrygent ma ambicje odnalezienia, a raczej stworzenia, legendy perkusji, jednego z najwspanialszych.

Największą różnicą pomiędzy dwoma wspomnianymi obrazami, oprócz gatunku, jest ich wypowiedź. Wspominając, „Pełny Magazynek” to bezpośrednie obnażenie nam braku wszelkiego człowieczeństwa, jakim cechuje się wojna. To wręcz pacyfistyczny apel o zaprzestanie samo-destrukcji. „Whiplash” nie idzie w żadną ze stron. Umiejętnie daje możliwość wyboru ścieżek i nie popada w moralizatorstwo. To my decydujemy o tym, czy postawa protagonisty jest odpowiednia i czy zgadzamy się z Fletcherem. Mimo iż przez cały seans widzimy go jako antagonistę, dzieło Chazelle nigdy tak naprawdę nie mówi nam, czy jego metody działania, które mają w konsekwencji doprowadzić do stworzenia kolejnego wielkiego muzyka, są prawidłowe. Racja, protagonista cierpi i jest pod nieustającą ogromną presją. Przez nią posuwa się do niewyobrażalnych czynów, a Fletchera widz najchętniej roztrzaskałby o ścianę. Twórcy filmu jednak zdawali sobie zapewne sprawę z potencjalnych emocji widza i dają im upust jakiś czas przed finałem. Gdy już wszystko się wyciszy, to bohater, jak i my, może przemyśleć sprawę. Czy drastyczne metody, jakich używał Fletcher, były tak naprawdę jedynymi, które by w ogóle zadziałały, które pozwoliłyby głównemu bohaterowi stać się nowym Jo Jonesem? Reżyser nie odpowiada na to pytanie, pozwalając widzowi samemu zadecydować, którą stronę obierze.

Whiplash-5547.cr2

„Whiplash” od początku porywa swoją realizacją. Nie wiem jak Wam, ale mi zdjęcia Sharone Meira przywodziły na myśl kino lat 40 oraz niektóre klasyki musicalowe. Może to przez ten Nowy Jork, nie jestem pewny. Do tego praca kamery była odpowiednio dynamiczna, subtelnie podkreślając dramat. Od początku też w ucho wchodzi niezwykle rytmiczna (ba, perkusja robi swoje) i przyjemna muzyka jazzowa. Aktorsko cały film kradnie oczywiście J.K. Simmons – moje nawiązanie do roli Ermeya z filmu Kubricka nie było przypadkowe. Aktor bluzga z równym do niego zaangażowaniem, stwarzając w nas iskrę szokującej nienawiści do jego postaci.

To wszystko jednak byłoby niczym bez odpowiedniego protagonisty. Miles Teller w tej roli spisuje się naprawdę dobrze, świetnie wychodzi mu granie nieśmiałego, lekko naiwnego, lecz zaangażowanego Andrew’a, a przy kulminacyjnych momentach popisał się niezwykłą naturalnością. „Whiplash” określiłbym też mianem jednego z najbardziej intensywnych filmów roku. Dzieje się tak dzięki świetnej pracy aktorów, ale są oni jedynie narzędziami, które mają przekazać niezwykle dobrze rozpisany konflikt. Trudno się z tym też nie utożsamić – każdy z nas miał zapewne nauczyciela/pracodawcę z podobnym podejściem.

whiplash-blood-on-the-drums

Na film na pewno warto iść do kina. Jest świetnie nakręcony, dobrze zagrany, a przede wszystkim – wyśmienicie napisany, co pozwoliło stworzyć dla mnie jeden z najbardziej angażujących seansów roku. Przez cały film nie spojrzałem ani razu na zegarek, a perfekcyjna końcówka wbiła mnie w fotel. Kiedy jednak otrząsnąłem się z emocji, miałem nagłą reakcję w stylu „Oh, ok, cool story bro”. Mimo całego natłoku emocji, z jakiegoś powodu nie sądzę, bym do tej produkcji powrócił. Lub tak mi się na razie wydaje… Nie jestem do końca pewien. Natomiast wiem jedno: „Whiplash” trzeba zobaczyć.

Ocena: 8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s