Interstellar, reż. Christopher Nolan

Interstellar_ALT_ArtowrkMówiąc szczerze byłem bardzo zaintrygowany projektem Interstellar. Wyszedł spod skrzydeł Spielbergowskiej dyrektywy, ale został przekazany Christopherowi Nolanowi, który był ostatnio oczkiem w głowie krytyki. Uchodzi za perfekcjonistę, słyszałem nawet głosy mówiące iż jest najlepszym reżyserem filmowym XXI wieku. Oczywiście w takim przypadku pojawiały się też komentarze mocno negatywne, ale w mojej opinii obie te skrajności są dość przesadzone. Christopher Nolan co prawda jeszcze nie zrobił filmu, z którego nie wyciągnął bym wiele dobrego, ale prawie każdemu z nich mógłbym poświęcić niezły segmencik opowiadający o wadach, czasem nazbyt widocznych. Czy to znaczy, że nie lubię jego filmów? Nie, to tylko dowód na to, że Nolan jest człowiekiem popełniającym błędy, a przy okazji jest też świetnym reżyserem.

Wracając jednak do sedna – tak zwany hajpna ten film przebiegał do pewnego momentu, dość podobnie jak w przypadku każdego dzieła reżysera, na Mrocznym Rycerzuzaczynając. Ot co – wyszły trailery, słyszało się praktycznie same zachwyty, zaczęto nawet nazywać ten film Nową Odyseją Kosmiczną” a Nolana kolejnym Kubrickiem. Muszę powiedzieć, że też się na to załapałem, gdyż nie tylko oczekiwałem wielkiego powrotu do tematu eksploracji kosmosu przez człowieka (ostatnio trochę zaniedbanego), ale wiedziałem, że z kimś takim może wyjść, bądź co bądź, coś naprawdę interesującego. Moje oczekiwania zostały jednak dość stonowane przez mieszane uczucia jakie towarzyszyły pierwszym recenzjom. Poszedłem więc do kina z co prawda czystym umysłem, ale z tyłu głowy wciąż słyszałem ten dziwny wynik procentowy z Rotten Tomatoes. Chyba takie zboczenie zawodowe. W każdym razie, kończąc ten przydługi wstęp. Czy się zawiodłem? Absolutnie nie.

Zaznaczyć chciałbym jedną rzecz – porównania do 2001: Odysei Kosmicznejsą jak najbardziej chybione. Co prawda film dzieli z tamtym obrazem wizję kosmosu – jednocześnie ogromnego i klaustrofobicznego, cichego i sprawiającego ogromne wrażenie. W ogólnym rozrachunku jednak, jest to tylko tło dla historii, która jest dość porywająca i którą znaleźlibyśmy prędzej u, jak na ironię, Spielberga aniżeli mistrza Stanleya. Może wziąłem też te wszystkie porównania zbyt do siebie, ale Interstellarnie przypomina Odyseiani (z grubsza) tematycznie, ani reżysersko. I dobrze.

59669220141010170444

Jesteśmy w nieokreślonej przyszłości. Życie wygląda inaczej, nasza planeta się zmienia. Kończą nam się zasoby żywnościowe, ziemia nie wydaje plonów, ludzie głodują. W takiej rzeczywistości poznajemy Coopa – farmera i byłego inżyniera, mieszkającego ze swoją córką, synem i ojcem na farmie. Jak możecie się domyśleć – gdy w pewnym momencie pojawia się możliwość podróży międzygwiezdnej, by odnaleźć nowy dom dla ludzi, Coop decyduje się na uczestnictwo w misji.

Streszczenie które napisałem nie jest dokładne, dużo w nim ominąłem, ale dokładnie taki był mój zamiar. Typowo dla Nolana mamy tu sporo narracyjnych zagrywek, zabawy z czasem są uzasadnione fabularnie. Intryga w Interstellar ciągnie się aż do końca, gdy zaś myślimy, że reżyser ją zostawił, nagle przywraca ją pod koniec, a wtedy wszystko wydaje się na swoim miejscu. Taki zabieg jeszcze bardziej potęguje nasze zainteresowanie, a odkrywanie jej samemu sprawia wiele radości.

Będę szczery – pierwsza połowa tego filmu jest tylko i wyłącznie rewelacyjna. Na początku w ładny sposób poznajemy naszych bohaterów. Mocno zaakcentowana jest tu relacja głównego bohatera ze swoją córką. Całości dopełnia ich trudny charakter – nasz protagonista, Coop, jest nie tylko człowiekiem, który minął się z powołaniem. Jest także odpowiedzialnym i spokojnym ojcem, który ma cierpliwość do swoich dzieci. Matthew Macconaughey w tej roli jest absolutnie genialny. Nie znam dobrze tego aktora i nie spodziewałem się niczego wielkiego, ale zostałem wstrząśnięty jego naturalnością i tym jak dobrze przedstawiał nam tę postać. Murph jest dzieckiem zaintrygowanym światem, które jednak musi potem zderzyć się z twardą rzeczywistością wyjazdu ojca. Ich relacja jest główną osią fabularną i to tak naprawdę o nią rozbijają się wszystkie rozterki i dylematy głównego bohatera. Uszczypliwi nazwali by temat główny tego filmu Miłość która pokonała czasoprzestrzeń”. Sprowadzenie tego do tak wielkiego banału jest, moim zdaniem, zupełnie nietrafione, gdyż obraz zapewnia nam ogromną dawkę emocji i zwyczajnie pozwala uwierzyć w prawdziwość tej relacji.

-ef118340-ea83-469a-bf9e-58800b56e569

Dalej widzimy to ostające się pokłosie Odysei– wspominając, kosmos w wydaniu Nolanowskim jest cichy, klaustrofobiczny, ale jednak straszy ogromem i swoją pustką. Tworzy to idealną atmosferę – niepokojącą, cały czas napiętą. Ciekawym zagraniem jest tu dość nieoczywiste rozłożenie akcentów dźwiękowych. Nolan filmuje też nieskończoną przestrzeń długimi ujęciami, które sprawiają, że aż nasiąkamy kosmosem, możemy się wszystkiemu przyjrzeć i napatrzeć. Jak na mój gust długie kadry ucinają się zawsze w idealnym momencie.

Sądzę, że środek Interstellarjest najsłabszą częścią filmu. Poznajemy nową bohaterkę, graną przez Anne Hathaway, oraztego trzeciego załoganta statku, o którym moglibyśmy w sumie zapomnieć. Jest niepotrzebny w scenariuszu, nie ma charakteru i chyba jest tam tylko po to by liczyć czas. Szkoda, bo na tym polu film miał pole do popisu. Relacje głównego bohatera z postacią Hathaway jest ciekawie rozpisana i też nie taka znowu oczywista. Trio zawsze jednak wywindowałoby to na wyższy poziom, a to po prostu trochę olano. Co prawda subtelnego humoru dostarcza pewien komputer pokładowy (on mógł być Jar Jarem tego filmu), jednak odczułem w tym aspekcie pewną dozę niedosytu.

Historia, równolegle co w kosmosie, toczy się także na Ziemi. Mamy jednak bardzo nagły przeskok w czasie – dla mnie jest to pewien błąd narracyjny. Nie jest subtelny i kiedy poznajemy taką dojrzałą Murph, traktujemy ją jak obcą osobę. Scenariusz jednak tego nie założył i mam wrażenie, że to wejście po czasie jest dość nagłe. Trzeba się trochę przyzwyczaić do nowych bohaterów, a odczułem, że nigdy nie wychodzi on poza typy. Co prawda jest wystarczające by śledzić to z zainteresowaniem, ale dziwi mnie, że film trwa bite trzy godziny, a czasem nie umie rozsądnie wykorzystać danego sobie czasu. Nie mija to do końca, gdyż gdyby postaci przedstawiono nam trochę lepiej, końcówka byłaby jeszcze bardziej emocjonująca i tu film też trochę stracił. Nie znaczy to, że historii nie śledzi się z zainteresowaniem. Jest ona upakowana w zwroty akcji, bohaterowie są w stałej rozterce co dalej zrobić. Dalsza część filmu służy też do wyeksponowania wielu całkiem ciekawych pomysłów, także naukowych.

interstellar-anne-hathaway

Nolan zawsze słynął z realizmu stylistyki w swoich filmach. Trzyma więc Interstellarjak najbliżej praw fizyki i opiera swoją wizję przyszłości na uzasadnionych obawach (temat głodu na świecie jest wyeksploatowany zgrabnie). Wizja Nolana jest nakreślona w interesujący sposób, ukazuje ludzkość dążącą do redukcji, jednak nie koniecznie z własnego powodu. Reżyser przedstawia nas jako gatunek, który co prawda jest zdolny do odczucia emocji, ale zrobi wszystko by przetrwać. Widać to na przykładzie ogólnych działań ludzi, a także konkretnych bohaterów. Strach przed wyparciem nas przez planetę istnieje, ale artysta, niczym niegdyś Spielberg, pozostaje dość pozytywny. Hart ducha zawsze zwycięży, a lęk przed śmiercią pozwoli nam na jeszcze nie jeden wyczyn.

Całości dopełniają genialnie sfilmowane efekty specjalne, które doskonale wpisują się w obraz oraz kolejny soundtrack Hansa Zimmera. Do niego, jak do reżysera, sporo ludzi odczuwa skrajne emocje. Z jednej strony słyszę, że kompozytor jest absolutnie genialny, a z drugiej ciągle widzę komentarze o jego powtarzalności i nijakości muzyki jaką tworzy. Znów stanę po środku – Zimmer stworzył kilka genialnych ścieżek dźwiękowych („Król Lew”, still maj fejwrut) natomiast ostatnimi czasy faktycznie miał jakiś słabszy okres i to głównie z Nolanem. Muzyka do filmów o Batmanie jest najwyżej poprawna, a Incepcja miała może z dwa kawałki, które się jakoś tam wybijały. Myślę, że Interstellarjest dla kompozytora odświeżeniem jeśli chodzi o styl i tematykę. Soundtrack podzieliłbym na dwie części, z czego pierwsza mocno nawiązuje swoim niepokojącymi chorałami do kompozytorów z początku XX stulecia (odczuwam w tym dziedzictwo Holsta), z kolei druga ma już charakterystyczny motyw muzyczny, w konstrukcji standardowy dla Zimmera, ale występują tu mile widziane subtelności (zakochałem się w szybkim, głębokim fortepianie). Nareszcie też widzę kogoś prócz Goldsmitha, kto zorientował się, że organy i kosmos pasują do siebie i pozwalają odczuć dość sakralne emocje. Podsumowując – słucha się tego wyśmienicie i z pewnością płyta wyląduje w mojej dyskografii.

christopher-nolan-interstellar-star-wars

Czy moim zdaniem Interstellar to film udany? Jak najbardziej! Posiada naprawdę dobry wątek dramatyczny, intryga sprawia, że przez trzy godziny nie wyszedłem poza granice nieskończonej przestrzeni, a wszystkiego dopełnia niespotykana już w dzisiejszym kinie klaustrofobia kosmosu. Nie jest to film idealny, czasem też jest odrobinę za ckliwy, ale wyszedłem z seansu bardzo zadowolony, bo oto w końcu otrzymałem oryginalny w swoim pomyśle film science-fiction, eksploatujący ciekawą tematykę. Myślę jednak, że niektórzy oczekiwali za dużo – czasem nie odczuwa się zwyczajnie tak dużych emocji jakie twórcy chcą byś odczuwał, ale bądź co bądź, wychodzą z tego jak najbardziej zwycięsko.

Ocena – 7+/10

Podcast w którym rozmawiam o filmie z Płaskim Kubkiem:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s